Bohaterem dzisiejszego odcinka jest kremowy peeling enzymatyczny do ciała firmy Kurland z serii Salve in Terra oraz olejek do ciała tej samej firmy.
Na początku opowiem o olejku. Ja wybrałam kompozycję Sparkling, a oto, co producent pisze na jego temat:
Salve-in-terra®Kompozycja olejów SPARKLING - Mieszanka szlachetnych olejów bazowych: migdałowego, arganowego i z oliwek. Olejki eteryczne i perfumeryjne szampana, cytryny, plumarii, wetywerii i papai, nadają odświeżającą nutę.
Na początku olejek mieszałam z peelingiem, ale od razu powiem, że ten duet położony na twarz pozostawia bardzo tłusty film, więc jeśli ktoś chce go użyć na twarz proponuję bez olejku.
Produkt sam w sobie ma piękny zapach, wyczuwa się świeże nuty cytryny i szampana.
Na prawdę pobudza :)
Jeśli chodzi o działanie na skórze to działa tak samo jak większość olejków - natłuszcza, lekko nawilża i chroni przed nadmierną utratą wody. Wystarczy kilka kropel, aby wypełnić wannę wody pięknym zapachem, czy natrzeć skórę. Zapach wcale szybko się nie ulatnia, bo kiedy posmarowałam sobie ręce rano, wieczorem nadal czułam na skórze ten bajeczny zapach.
Dodatkowym plusem jest to, że olejek w moim wypadku bardzo ładnie się wchłonął i nie powodował nadmiernego przylegania materiału do skóry.
Małym minusem jest to, że butelka ma duży otwór i kiedy dolewałam olejku do peelingu czy po prostu do wody musiałam ostrożnie dozować, a i tak ulewało się za dużo.
Na olejku niestety nie ma instrukcji użycia w języku polskim, ale myślę, że to nie problem. Produkt po otwarciu powinien być zużyty w ciągu 6 miesięcy. 50 ml olejku kosztuje około 30 złotych.
Skład olejku: Prunus Amygdalus Var Dulcis Oil, Olea Europea Oil, Argania Spinosa Oil, Vetivera Zizaniodes Essential Oil, Citrus Limonum Essential Oil, Perfume Oil, Pulmeria Essential Oil.
To teraz gwóźdź programu, którym jest kremowy peeling enzymatyczny.
Na stronie producenta napisane jest, aby całość peelingu, czyli 1,3 kg rozrobić z 50 ml olejku i 1,5l wody. Po czym nałożyć wszystko na ciało, owinąć się folią, poczekać 25 minut i wszystko spłukać.
Taka ilość starcza na dwa użycia. Troszkę się tym przeraziłam i zrobiłam peeling moim własnym sposobem.
Mianowicie pierwszym razem zrobiłam sobie peelingową kąpiel. Około 10 łyżek peelingu wsypałam do wanny, która była do połowy wypełniona wodą i nalałam kilka kropel olejku. Poleżałam przepisowe 25 minut, wypłukałam się i wyszłam z wanny z gładką skórą. Później postanowiłam rozrabiać mieszankę w małym wiadereczku. Jako, że nie lubię owijać się folią (jedynie stopy i dłonie mi nie przeszkadzają;)) zawijałam się w ręcznik.
Po tym domowym spa muszę Wam powiedzieć, że jestem na prawdę zadowolona! Skóra po peelingu jest miękka, gładka i nie mogę przestać jej dotykać ;) Kolana i łokcie stały się miękkie, pięty również są o niebo gładsze, ale do ideału jeszcze im daleko :)
Peeling przed dodaniem wody i olejku ma postać białej mączki. Konsystencją przypomina mąkę ziemniaczaną. Nie ma zapachu.
Po przygotowaniu peeling prezentuje się jak każda glinka do ciała. Łatwo się rozprowadza. Nie miałam większych problemów z jego usunięciem po zabiegu.
Producent zapewnia, że cały zabieg będzie ucztą dla zmysłów, jak i doskonałe oczyszczenie dla skóry. Podpisuje się pod tymi słowami. Dzięki kosmetykom Kurland możemy stworzyć sobie małe spa w domowym zaciszu.
Dla testujzCreativeMagazine peeling przetestowała http://mygirlishkingdom.blogspot.com/
środa, 20 marca 2013
środa, 13 marca 2013
Recenzja - perfumy TERESA KOPIAS
„Ubierać zapachem mody” – hasło, które przyświecało Teresie Kopias podczas tworzenia pierwszego zapachu sygnowanego jej własnym nazwiskiem, bardzo mi się spodobało.
Lubię świeże, delikatne zapachy.
Ważne jest, że zapach perfum wraz z czasem, który mija od pierwszego psiknięcia, zmienia się. Najpierw pachną bardzo intensywnie, później stają się bardziej delikatniejsze.
Jestem bardzo zadowolona, że mam okazję testować tak wspaniałe i elitarne perfumy. Będą mi one towarzyszyć w tych najważniejszych dla mnie wydarzeniach mojego życia.
Już sama nazwa mojego bloga „Pasje rozmarzonej Skrzypaczki” mówi o mnie, że jestem Kobietą z wieloma pasjami. W tym haśle zostały połączone dwie moje pasje, a mianowicie uroda i moda.
Perfumy Teresa Kopias mieszczą się w bardzo eleganckim, szklanym flakoniku w kształcie diamentu. Dodatkowo tuż przy dozowniku przewiązane są zalotną wstążeczka co nadaje im wdzięku i przyciąga uwagę kobiet. W tej cudownej buteleczce znajduje się 100 ml perfum.
Całość zapakowana w kartonowe pudełeczko.
Całość zapakowana w kartonowe pudełeczko.
Lubię świeże, delikatne zapachy.
Nuta zapachowa perfum to połączenie cytrusów i kwiatów. Zapach jest bardzo ładny, przyjemny, lekki, nie duszący. Swoim zapachem przyciąga nie tylko kobiety, ale także mężczyzn, co myślę, że dla większości kobiet jest bardzo ważne.
Ważne jest, że zapach perfum wraz z czasem, który mija od pierwszego psiknięcia, zmienia się. Najpierw pachną bardzo intensywnie, później stają się bardziej delikatniejsze.
Perfum tych używałam zaraz po kąpieli, jak i w ciągu dnia, sprawdzając ich trwałość. Przez okres 10 dni, starałam się nie używać żadnych zapachowych żeli, płynów do kąpieli, ani innych perfum.
Pragnę zaznaczyć, że jestem osobą niepalącą oraz że w moim domu papierosy nie goszczą.
Pragnę zaznaczyć, że jestem osobą niepalącą oraz że w moim domu papierosy nie goszczą.
Po kąpieli używałam perfum spryskując nimi okolice szyi, dekoltu i karku. Tutaj perfumy zaskoczyły mnie swoją trwałością. Rano budziłam się, czując piękny zapach na ciele. A więc bez problemu utrzymują się one na ciele ok. 12 godzin.
W ciągu dnia również używałam tych perfum, spryskując nimi nie tylko ciało, ale także ubrania. W tej roli także się sprawdziły.
Nie tylko ja zachwyciłam się tymi perfumami. Bardzo spodobały się mojemu Mężczyźnie, który miał i ciągle ma okazję poczuć ich zapach.
Perfumy są bardzo wydajne. Wystarczy jedno psiknięcie, aby zapach zagościł na naszym ciele czy ubraniu.
Szkoda, że nie można kupić tych perfum …
Są one dostępne jedynie w salonach mody Teresy Kopias. Można je otrzymać, będąc stałą klientką tychże salonów.
Są one dostępne jedynie w salonach mody Teresy Kopias. Można je otrzymać, będąc stałą klientką tychże salonów.
Jestem bardzo zadowolona, że mam okazję testować tak wspaniałe i elitarne perfumy. Będą mi one towarzyszyć w tych najważniejszych dla mnie wydarzeniach mojego życia.
Recenzje dla testujzCreativeMagazine przygotowała http://womancosmeticsreccomending.blogspot.com/
poniedziałek, 11 marca 2013
Recenzja kosmetyków SEPHORA
Sampar, Essentials, Peeling Equilibre Moussant Masujący Peeling Normalizujący SEPHORA
Przyznam szczerze, że skład kosmetyku bardzo mi się podoba. Obwiałam się tylko, że kwasy cytrynowe i owocowe wywołają u mnie uczulenie, jak i wyciągi zaliczane do alergenów.Na szczęście nic takiego nie zaobserwowałam, więc śmiało mogę stwierdzić, że substancje te nie wpływają podrażniająco na skórę twarzy.
Opakowanie produktu jest bardzo estetyczne, poręczne, z piękną, wręcz elegancką szatą graficzną. Kosmetyk jest zamknięty w różowej buteleczce ze srebrnymi wykończeniem, umożliwia higieniczne stosowanie. Opakowanie tego kosmetyku niewątpliwie przykuwa uwagę. Dodatkowo na plus zasługuje dozownik z pompką, który ułatwia aplikowanie kosmetyku.
Konsystencja tego peelingu jest charakterystyczna dla peelingów enzymatycznych, lejąca, stwierdziłabym, że troszkę oleista ze względu na obecność olejków eterycznych.
Stosując peeling zgodnie z zaleceniami producenta, należy nałożyć go na skórę twarzy na dwie minuty. Następnie rozmasować przy użyciu wody i spłukać. Peeling jest przezroczysty o lekko żółtawym zabarwieniu.
Peeling ma wyczuwalny, mocno ziołowy zapach, w składzie są bowiem wyciągi
z lawendy, szałwii, tymianku, mięty pieprzowej, cząbru górskiego, geranium. Na początku dla mnie był on troszkę drażniący i nieprzyjemny. Mam bardzo wyczulone receptory zapachowe. Jednak przyzwyczaiłam się do niego podczas stosowania (przypomnę, że stosowałam go dziesięć dni).
Już od pierwszego użycia kosmetyku zaobserwowałam kilka istotnych rzeczy. Mianowicie, peeling dzięki tak bogatemu składowi wspaniale oczyszcza skórę. Uczucie świeżości pozostaje na wiele godzin po użyciu peelingu. Ponadto ziołowy zapach, wyczuwalny podczas nakładania go na skórę twarzy, utrzymuję się na kilka godzin po aplikacji. Odczułam także uczucie niesamowitego odświeżenia skóry.
Peeling spełnia swoje zadanie, dokładnie usuwając nadmiar sebum i oczyszczając pory. Dzięki zawartości masła shea i olejku rycynowego w składzie, skóra jest niezwykle miękka, delikatna, wręcz aksamitna. Wyczuwalne jest też uczucie nawilżenia. Po kilu dniach regularnego stosowania zauważyć można także delikatne rozjaśnienie cery. Warto podkreślić, że nie ma charakterystycznego uczucia ściągnięcia wyczuwalnego przy użyciu innych peelingów, m.in. peelingów mechanicznych.
Dotychczas był to pierwszy peeling enzymatyczny jaki stosowałam na mojej skórze i efekt w porównaniu z peelingami mechanicznymi jest rewelacyjny, natychmiastowy. Z czystym sumieniem polecam go każdej kobiecie, która boryka się ze skórą tłustą lub mieszaną i pragnie aby jej skóra była matowa. Ten peeling zagwarantuje Wam oczyszczenie, nawilżenie przy jednoczesnym pozbyciu się sebum, a co za tym idzie zmatowi pięknie skórę i sprawi, że będzie wyglądała promiennie i świeżo.
Sampar 3 Day Weekend (żel delikatna opalenizna)
Przeciwnie niż w przypadku peelingu produkt ten nie został zapakowany w tekturowe opakowanie (bynajmniej go nie otrzymałam). Jest to dla mnie o tyle istotne, że zazwyczaj sięgam po takie opakowanie w celu znalezienia składu kosmetyku. Zawsze czytam skład i zastosowanie zanim użyje jakiegokolwiek kosmetyku aby zapobiec niepożądanym skutkom czy wykluczyć uczulenie.
Przede wszystkim ważne jest aby kosmetyk nie zagrażał mojemu zdrowiu a co za tym idzie aby nie zawierał substancji niedopuszczalnych, szkodliwych tzw. parabenów.
W skład żelu delikatna opalenizna wchodzą bardzo ciekawe i mało spotykane składniki.
Moja ocena:
Bardzo ucieszyło mnie, że nie znalazłam w jego składzie żadnych "podejrzanych" związków.
Jestem bardzo zadowolona z efektów jakie mogłam zaobserwować po krótkim czasie jego stosowania. Opakowanie tego kosmetyku jest poręczne, także piękne. Znów ta sama szata graficzna, połączenie srebra i różu. Niezwykle kobieca kompozycja kolorów. Krem zmieści się w każdej torebce. Nie zajmuje wiele miejsca na półce z kosmetykami. Podobnie jak w przypadku peelingu zawiera dozownik z pompką, co jest bardzo wygodne w aplikacji. Ilość wydobywanego przez nas kosmetyku za pomocą pompki jest wystarczająca do posmarowania żelem całej twarzy.
Żel ten wchłania się troszkę dłużej niż krem ale nie trwa to dłużej niż 3 minuty.
Kosmetyk ma konsystencje gęstego żelu., który jest właściwie przyswojony i wchłonięty przez skórę. Na mojej skórze nie pozostawia tłustej warstwy.
Żel ma bardzo przyjemny zapach. Stosowałam go regularnie codziennie rano przed nałożeniem kremu, który także otrzymałam w zestawie.
Przypomnę kroki pielęgnacji cery tłustej, których bezwzględnie przestrzegam w trosce o zdrowie mojej skóry:
-oczyszczanie (przez ostatnie dni używałam peelingu z serii Sampar - na dwa sposoby czasem jako żel do oczyszczania, nanosiłam na twarz, pieniłam i spłukiwałam, a czasem zostawiałam na dwie minuty i także spłukiwałam).
-Tonizowanie ( Łącznie z kosmetykami firmy Sampar używałam toniku innej firmy. Nie wyobrażałam sobie aby zrezygnować z tego kroku pielęgnacji przywraca on bowiem właściwe pH skóry. Uważam, że nie wpłynęło to w żaden sposób ani pozytywie ani negatywnie na działanie jakiegokolwiek kosmetyku Sampar.
Jeśli chodzi o działanie tego żelu, należy podkreślić, że nie jest on samoopalaczem. Istotne jest to, że nie tworzy efektu sztucznej opalenizny na skórze a stymuluje komórki do wytwarzania melaniny.
Moja cera jest cerą jasną, czasami po zimie nawet bladą. Moja skóra ponadto nie przyswaja właściwie promieni słonecznych. Muszę o nią szczególnie dbać w lecie. Opalam się na "czerwono". Podejrzewam, że moja skóra wytwarza za mało melaniny. Z tego powodu duże ilości promieni UV bardzo szybko powodują oparzenie. Stąd staram się unikać słońca. Trudno więc dostrzec na bladej skórze opaleniznę w środku zimy. A jednak, coś zauważyłam. W moim przypadku jeśli chodzi o rezultaty stosowania tego żelu znalazłam się w 82% ankietowanych, którzy tak jak ja, zaobserwowali, że skóra wygląda na wypoczętą.
Moja cera czasami przybiera ziemisty kolor. Jest to moja zmora. Po tym, żelu zauważyłam widoczne rozjaśnienie cery. Moja skóra stała się promienna i bardziej rumiana. Żel ten przygotowywał moją twarz na nałożenie nawilżającego kremu oraz podkładu.
Sampar Winsome Body Hâlé Simple 24/24 Corps hydrate & donne des couleurs (Mleczko nawilżające - dobry wygląd)
Krem także ma wspaniałą konsystencję. Ma bardzo lekką konsystencję. Błyskawicznie się wchłania. Nie powoduje zaczerwienienia ani świecenia. Moja skóra dzięki temu kremowi była dobrze nawilżona cały dzień. Krem nawilżający jest bardzo ważny przy pielęgnacji cery tłustej czy mieszanej. Jest on podstawą pielęgnacji takiej skóry gdyż cera tłusta potrzebuje nawilżenia ponieważ zabiegi odtłuszczające powodują wzrost produkcji sebum. Ważne jest aby krem nie zatykał porów. Myślę, że twórca tej linii, Patrick Sounigo, wiedział o tym doskonale. Ten krem jest godny polecenia ponieważ nawilżył mi skórę, nie zatkał porów, Stał się bazą pod podkład a nade wszystko skutecznie zmatowiał moja skórę. Czego chcieć więcej?
Nie jedna kobieta mająca właśnie ten typ skóry boryka się z problemem znalezienia idealnego kremu odpowiadającego oczekiwaniom jej skóry. Często jest tak, że krem jest matujący, hamuje wytwarzanie sebum, ale wysusza przy tym skórę. Trzeba ją więc znów natłuszczać. I zaczyna się błędne koło i niewłaściwa pielęgnacja, a co za tym idzie zmiany w strukturze skóry a nawet szybsze jej starzenie. Bardzo rzadko można znaleźć krem spełniający wszystkie wymagania jakie pielęgnacji stawia skóra tłusta. Krem Sampar można uznać za doskonały krem. Polecam go każdej kobiecie jeśli oczekuje od kremu kompleksowej pielęgnacji i kilku rezultatów.
Kosmetyki dla testujzCreativeMagazine przetestowała Kinga M.
niedziela, 10 marca 2013
Peeling już szczęśliwy
Peeling szczęśliwie dotarł. Nic się nie stłukło, podobno olejek pachnie nieziemsko:) Czyli tak jak obiecywaliśmy:) Czekamy w takim razie na recenzje.
My już mamy recenzje wszystkich kosmetyków Sephory. Zanim jednak zamieścimy je na blogu, damy jej ostatnie szlify. Tak panie, zastrzegamy sobie prawo do redagowania przesłanych nam materiałów. Czasem recenzja jest zbyt długa, źle się ją czyta. Czasem ma błędy, literówki. Jednak Wasza opinia jest dla nas świętością i tego nigdy nie zmieniamy. Gdy zamieścimy recenzje na blogu, warto sprawdzić czy z nią wszystko ok. Wszak firmujecie ją swoim blogiem. Gdyby coś się Wam nie podobało, znaleźlibyście błąd, którego my nie zauważyliśmy, napiszcie! Niezwłocznie poprawimy. Prosilibyśmy również o nie obrabianie zdjęć typu ucięte rogi, efekt komiksowy itp itd.Chcemy mieć na blogu jakąś spójność więc zdjęcia obrobimy sami. Wy tylko zadbajcie o dobrą ich jakość.
To byłoby na tyle. Przypominamy, że kto pyta nie błądzi więc zachęcamy do zadawania nam pytań.
Dziś Dzień Mężczyzny i coś nam się wydaje, że będzie się dzisiaj działo i tu i tam:))) Przynajmniej u nas na profilu, na pewno:))) Miłego dnia i wszystkiego najlepszego dla waszych panów, bo wśród obserwujących, chyba żadnego nie mamy? A może jednak?:)))
My już mamy recenzje wszystkich kosmetyków Sephory. Zanim jednak zamieścimy je na blogu, damy jej ostatnie szlify. Tak panie, zastrzegamy sobie prawo do redagowania przesłanych nam materiałów. Czasem recenzja jest zbyt długa, źle się ją czyta. Czasem ma błędy, literówki. Jednak Wasza opinia jest dla nas świętością i tego nigdy nie zmieniamy. Gdy zamieścimy recenzje na blogu, warto sprawdzić czy z nią wszystko ok. Wszak firmujecie ją swoim blogiem. Gdyby coś się Wam nie podobało, znaleźlibyście błąd, którego my nie zauważyliśmy, napiszcie! Niezwłocznie poprawimy. Prosilibyśmy również o nie obrabianie zdjęć typu ucięte rogi, efekt komiksowy itp itd.Chcemy mieć na blogu jakąś spójność więc zdjęcia obrobimy sami. Wy tylko zadbajcie o dobrą ich jakość.
To byłoby na tyle. Przypominamy, że kto pyta nie błądzi więc zachęcamy do zadawania nam pytań.
Dziś Dzień Mężczyzny i coś nam się wydaje, że będzie się dzisiaj działo i tu i tam:))) Przynajmniej u nas na profilu, na pewno:))) Miłego dnia i wszystkiego najlepszego dla waszych panów, bo wśród obserwujących, chyba żadnego nie mamy? A może jednak?:)))
piątek, 8 marca 2013
Lakiery ORLY wędrują do...
Mamy już recenzje peelingu Sephory.Zapraszamy do zakładki Testuj z Creative. Prosimy jednak, apelujemy! O dotrzymywanie ustalonych terminów.Zawsze można do nas napisać i uprzedzić nas, że recenzja się opóźni. Czytajcie regulamin a jeśli jest niejasny, dopytujcie.Jeśli jest za trudny do spełnienia, piszcie.Razem go zmodyfikujemy.
Druga sprawa, to wyniki kolejnego rozdania:) Lakiery ORLY ucieszą blogerkę http://www.amethystblog.pl/ :) Gratulujemy! Liczymy bardzo na zdjęcia:) Na jeden lakier dalibyśmy 7 dni na recenzje, ale na cały komplet?:))) Proszę do nas napisać ile potrzebuje pani czasu:)
Wszystkim przypominamy, że lakiery są do wygrania w konkursie Creative Magazine http://creativemagazine.pl/konkurs-z-marka-orly,505 .Jeszcze tylko dziś czekamy na Wasze zgłoszenia!
Druga sprawa, to wyniki kolejnego rozdania:) Lakiery ORLY ucieszą blogerkę http://www.amethystblog.pl/ :) Gratulujemy! Liczymy bardzo na zdjęcia:) Na jeden lakier dalibyśmy 7 dni na recenzje, ale na cały komplet?:))) Proszę do nas napisać ile potrzebuje pani czasu:)
Wszystkim przypominamy, że lakiery są do wygrania w konkursie Creative Magazine http://creativemagazine.pl/konkurs-z-marka-orly,505 .Jeszcze tylko dziś czekamy na Wasze zgłoszenia!
wtorek, 5 marca 2013
Perfumy Lady Gagi "Fame"
Firma Coty to całe moje życie. Nie przesadzam! Gdy byłam nastolatką kochałam się w ich perfumach "Wild Musk". Boże, co to był za zapach. Wyrafinowany, mocny, ale nie duszący, tajemniczy i zmysłowy. Zawsze przypisywano je brunetkom a mnie wmawiano, że powinnam się "psikać" ich bliźniaczym zapachem w niebieskim opakowaniu, którego nazwy już nawet nie pamiętam (ach te stereotypy).
Pózniej była facynacja "Vanilla Fields", krótka przygoda z "Pret a Porter" i z "Masumi", teraz (i wciąż!) "Bottega Veneta" i wreszcie perfumy Lady Gagi "Fame", które jako ostatnie trafiły pod mój skromny dach.
Właściwie skusił mnie sam flakon: gustowny, kształtem przypominający jajo. Korek, wydaje się być arcydziełem… złote szpony drapieżnego ptaka, w których to jajo trzyma (nie dociekam czyje jajo Gaga miała na myśli, ale obawiam się, że jakiegos ssaka z Marsa).
Miałam względem niego wysokie wymagania. Jako pierwsza wiedźma RP byłam przekonana, że perfumy, które w swoim składzie zawierają wilczą jagodę, powinny być tajemnicze, raczej ciężkie i mroczne. Może własnie skórzane jak Bottega Veneta albo szyprowe jak Wild Musk.
A co dostałam? Ano romantyczny, słodki zapach. W sam raz dla blondynek o niebieskich oczach:)
No coż, rozczarowałam się, bo Lady Gaga zapowiadała, że stworzy perfumy pachnące krwią i nasieniem, a mamy mieszankę miodu, jaśminu, szafranu, orchidei i moreli. Jednak dobry chwyt marketingowy, to połowa sukcesu.
Niemniej perfumy polubiłam, bo są prawdziwą ozdobą mojej łazienki i najmniejsza pojemność, nie rujnuje portfela. Nie kupiłabym ich drugi raz i nie sądzę aby stały się kultowe, mimo wszystkich nowinek i inowacji, jakie posiadają. Trwałością też nie grzeszą. Jakieś 6 godzin i tylko przy skórze.
O ogonie zapachu, który sunie za włascicielką, możecie tylko pomarzyć.
Monika
Pózniej była facynacja "Vanilla Fields", krótka przygoda z "Pret a Porter" i z "Masumi", teraz (i wciąż!) "Bottega Veneta" i wreszcie perfumy Lady Gagi "Fame", które jako ostatnie trafiły pod mój skromny dach.
Właściwie skusił mnie sam flakon: gustowny, kształtem przypominający jajo. Korek, wydaje się być arcydziełem… złote szpony drapieżnego ptaka, w których to jajo trzyma (nie dociekam czyje jajo Gaga miała na myśli, ale obawiam się, że jakiegos ssaka z Marsa).
Miałam względem niego wysokie wymagania. Jako pierwsza wiedźma RP byłam przekonana, że perfumy, które w swoim składzie zawierają wilczą jagodę, powinny być tajemnicze, raczej ciężkie i mroczne. Może własnie skórzane jak Bottega Veneta albo szyprowe jak Wild Musk.
A co dostałam? Ano romantyczny, słodki zapach. W sam raz dla blondynek o niebieskich oczach:)
No coż, rozczarowałam się, bo Lady Gaga zapowiadała, że stworzy perfumy pachnące krwią i nasieniem, a mamy mieszankę miodu, jaśminu, szafranu, orchidei i moreli. Jednak dobry chwyt marketingowy, to połowa sukcesu.
Niemniej perfumy polubiłam, bo są prawdziwą ozdobą mojej łazienki i najmniejsza pojemność, nie rujnuje portfela. Nie kupiłabym ich drugi raz i nie sądzę aby stały się kultowe, mimo wszystkich nowinek i inowacji, jakie posiadają. Trwałością też nie grzeszą. Jakieś 6 godzin i tylko przy skórze.
O ogonie zapachu, który sunie za włascicielką, możecie tylko pomarzyć.
Monika
Wiosna, wiosna...
Małymi krokami, ale jednak, zbliża się wiosna.U nas też już wiosennie.Dziś mamy dla Was piękne lakiery ORLY.
Nie ukrywamy, że bardzo zależy nam na fajnych zdjęciach. Lubisz? Umiesz fajnie stylizować paznokcie? Zgłoś się do nas! Wyjątkowo nie musisz mieć bloga.Wystarczy, że recenzje zamieścisz na swoim profilu na Facebooku w udostępnieniach publicznych.Wcześniej jednak prześlij nam link do swojego profilu, na nasz adres, podany w regulaminie i zdjęcie swojego manicure.Przypominamy,że należy również wysłać adres do wysyłki.Adres może być wysłany dopiero po ogłoszeniu wyników, ale im szybciej tym lepiej.
W tej chwili czekamy na adres jednej z pań, która wygrała u nas peeling.Jeśli do jutra nie dostaniemy adresu, wyślemy tylko jedną paczkę:((((
Nie ukrywamy, że bardzo zależy nam na fajnych zdjęciach. Lubisz? Umiesz fajnie stylizować paznokcie? Zgłoś się do nas! Wyjątkowo nie musisz mieć bloga.Wystarczy, że recenzje zamieścisz na swoim profilu na Facebooku w udostępnieniach publicznych.Wcześniej jednak prześlij nam link do swojego profilu, na nasz adres, podany w regulaminie i zdjęcie swojego manicure.Przypominamy,że należy również wysłać adres do wysyłki.Adres może być wysłany dopiero po ogłoszeniu wyników, ale im szybciej tym lepiej.
W tej chwili czekamy na adres jednej z pań, która wygrała u nas peeling.Jeśli do jutra nie dostaniemy adresu, wyślemy tylko jedną paczkę:((((
niedziela, 3 marca 2013
Olejki wędrują do....
....dwóch blogerek:) Właścicielki blogów; http://bajzelkosmetyczny.blogspot.com/ oraz http://mygirlishkingdom.blogspot.com/ prosimy o zapoznanie się z naszym regulaminem i przesłanie nam potrzebnych danych, w tym danych do wysyłki. Postaramy się wysłać peelingi jak najszybciej. Poniżej kompozycje olejów.Dziewczyny możecie sobie wybrać olejki, ale muszą być dwa różne:) Wszystkich zapraszamy na nasz fan page CreativeMagazine oraz na stronę http://creativemagazine.pl/ W najbliższym czasie przewidujemy konkurs dla naszych fanów.A my już szykujemy kolejne rozdanie, o którym poinformujemy już w poniedziałek.
My uciekamy szukać przystojnego masażysty i Wam radzimy uczynić to samo:))) Do poniedziałku:)
My uciekamy szukać przystojnego masażysty i Wam radzimy uczynić to samo:))) Do poniedziałku:)
Kompozycje olejów Kurland® Salve-in-terra®
Produkty:
- Salve-in-terra®Kompozycja olejów FRESH UP - Mieszanka szlachetnych olejów bazowych: oleju migdałowego, z dziurawca, sezamowego i arganowego, z dodatkiem olejków eterycznych i perfumeryjnych jeżyny, mięty pieprzowej, cytryny, rozmarynu, lawendy i kokosa, nadających kompozycji owocowo – świeżą nutę.
- Salve-in-terra®Kompozycja olejów INSPIRATION - Mieszanka szlachetnych olejów bazowych z jojoby, migdałowego, arganowego i oliwek z dodatkiem olejków eterycznych rozmarynu, piżma, cytryny, gorzkiej pomarańczy, wetywerii i nasion marchewki, nadających lekko drzewną, zmysłowo – cierpką nutę.
- Salve-in-terra®Kompozycja olejów RED ROSES - Mieszanka szlachetnych olejów bazowych: migdałowego, arganowego, z dziurawca i lnianego z dodatkiem olejków eterycznych i perfumeryjnych róży, plumerii i jabłka, nadających lekką, zmysłową nutę.
- Salve-in-terra®Kompozycja olejów SPARKLING - Mieszanka szlachetnych olejów bazowych: migdałowego, arganowego i z oliwek. Olejki eteryczne i perfumeryjne szampana, cytryny, plumarii, wetywerii i papai, nadają odświeżającą nutę.
- Salve-in-terra®Kompozycja olejów TIME TOGETHER - Mieszanka szlachetnych olejów bazowych: z jojoby, migdałowego, sezamowego, lnianego, arganowego i z oliwek. Owocowo-kwiatową nutę nadają olejki eteryczne i perfumeryjne plumerii, cytryny i papai oraz jabłko.
piątek, 1 marca 2013
Są! W całości!
I spadł nam właśnie kamień z serca.Otrzymaliśmy dziś wiadomość od naszej drugiej testerki,że perfumy doszły w całości.Tylko pudełko trochę ucierpiało:) Na dowód tego, że z nimi wszystko ok, zamieszczamy zdjęcia. Pozostaje nam tylko czekać na recenzje. Jutro wybierzemy testerkę peelingu Kurland a tymczasem życzymy Wam miłego weekendu:)
wtorek, 26 lutego 2013
Mamy to!
Jest, nareszcie jest:) Długo oczekiwane zdjęcie od blogerki, która wygrała pierwsze rozdanie.
Teraz czekamy na recenzje.Przyjemnego testowania:)
niedziela, 24 lutego 2013
Profesjonalny peeling do ciała
Rozdanie 3
Linia kosmetyków Kurland® to
jedna z najbardziej pożądanych marek światowego Wellness & SPA.
Receptury preparatów oparto na naturalnych składnikach, są one wolne od
konserwantów i przedłużających trwałość związków chemicznych.
Kosmetyki Kurland® wyznaczają
nowe kierunki w profesjonalnym SPA bowiem wszystkie preparaty tworzone
są z półproduktów na oczach klienta. Składowe powstają przy ścisłej
współpracy z liczną grupą lekarzy i naukowców, dlatego wszędzie tam,
gdzie pojawia się marka Kurland® klient otrzymuje nie tylko efekt upiększający, ale również niezwykłe wartości terapeutyczne.
Mamy do rozdania profesjonalny peeling, który używają kosmetyczki podczas zabiegów w ekskluzywnych salonach SPA. Peeling jest w postaci suchego proszku,dodaje się trochę wody, kilka kropli bosko pachnącej oliwki i mamy raj:) W zestawie woreczek peelingu plus oliwka 50ml. Niby jeden zestaw mamy, ale jak będzie dużo zgłoszeń, to kto wie, może dołożymy jeszcze jeden i jeszcze jeden:) Wymagania? Wyjątkowo nie mamy:) Zestaw dla wszystkich, którzy tęsknią za wiosną. Ktoś chętny?:) Zasady znacie.
piątek, 22 lutego 2013
Wyniki rozdania 2
Po burzliwych naradach, przekopaniu się przez Wasze
recenzje, niejednomyślnie, ale za większością głosów, informujemy, że elitarne
perfumy Teresy Kopias, trafiają do....rozmarzonej skrzypaczki http://womancosmeticsreccomending.blogspot.com/ i nie ukrywamy, że nazwa miała tutaj
niemałe znaczenie:) Gratulujemy i czekamy na fotkę. Perfumy wyślemy dopiero w
poniedziałek i mamy niemałą zagwozdkę jak to zrobić, żeby trafiły w całości:)))
czwartek, 21 lutego 2013
Nasz znaczek
Mamy ogromną przyjemność zaprezentować Państwu nasz znaczek:) Przypominamy, że znaczek można zamieścić na swoim blogu, dopiero po przetestowaniu dla nas kosmetyków. Znaczek przygotowała dla nas niezwykle utalentowana Karolina Sidorowicz! Dziękujemy!
Nam podoba się bardzo! A Wam?
wtorek, 19 lutego 2013
Kolejne rozdanie!
Czy mamy tutaj jakiś wybitny nos?:) Bo mamy dziś do testów coś wyjątkowego.Perfumy Teresy Kopias!
Rozdanie 2
Rozdanie 2
Projektantka zdecydowała się
wyprodukować zapach niejako w podziękowaniu dla wiernych klientek. Tego
zapachu co ciekawe, kupić nie można, można go dostać będąc stałą
bywalczynią salonów mody Teresy Kopias, co stawia flakon tych perfum w
kategorii elitarnej.
Charakterystyczna, kwiatowo-cytrusowa mieszanka przeznaczona dla kobiet pewnych siebie i zdecydowanych. Jak mówi sama twórczyni: "moda to magia, a ja od lat staram się spełniać marzenia kobiet".
Bardzo prosimy aby perfumy były testowane;
-"na ciele", jednak nie na nadgarstku!
- przez 10 dni prosimy, aby nie używać innych perfum, zapachowych żeli, balsamów czy płynów do kąpieli
- perfumy należy użyć w dwóch wariantach (zaraz po kąpieli jak i bez i każdorazowo ocenić ich trwałość)
- prosimy również, aby do testów zgłaszały się niepalące blogerki
Potrzebujemy recenzji rzetelnej i dosyć obszernej( o konstrukcji perfum, trwałości itp).
Może mamy tutaj jakieś pachnące blogi? Na Wasze zgłoszenia czekamy tylko do czwartku jednak perfumy wyślemy dopiero w poniedziałek.Czas testowania wydłużamy do 10 dni. Czas start:)
Zespół
testujzCreativeMagazine
Charakterystyczna, kwiatowo-cytrusowa mieszanka przeznaczona dla kobiet pewnych siebie i zdecydowanych. Jak mówi sama twórczyni: "moda to magia, a ja od lat staram się spełniać marzenia kobiet".
Bardzo prosimy aby perfumy były testowane;
-"na ciele", jednak nie na nadgarstku!
- przez 10 dni prosimy, aby nie używać innych perfum, zapachowych żeli, balsamów czy płynów do kąpieli
- perfumy należy użyć w dwóch wariantach (zaraz po kąpieli jak i bez i każdorazowo ocenić ich trwałość)
- prosimy również, aby do testów zgłaszały się niepalące blogerki
Potrzebujemy recenzji rzetelnej i dosyć obszernej( o konstrukcji perfum, trwałości itp).
Może mamy tutaj jakieś pachnące blogi? Na Wasze zgłoszenia czekamy tylko do czwartku jednak perfumy wyślemy dopiero w poniedziałek.Czas testowania wydłużamy do 10 dni. Czas start:)
Zespół
testujzCreativeMagazine
poniedziałek, 18 lutego 2013
Wyniki rozdania
Znamy już blogerkę, która przetestuje dla nas zestaw Sephory- wyniki w odpowiedniej zakładce.A my już szykujemy następne rozdanie. Panie które zgłosiły się do nas, akceptując regulamin, nie muszą wysyłać zgłoszenie po raz drugi.Wystarczy, że zgłoszą się do testowania w komentarzu pod zdjęciem z rozdaniem.Zdjęcie z kolejnym rozdaniem, może już jutro.Zapraszamy
Zespół
testujzCreativeMagazine
Zespół
testujzCreativeMagazine
piątek, 15 lutego 2013
Mamy już 17 obserwatorów i tyle samo zgłoszeń do naszego klubu.Dziękujemy za taki odzew:) Pora na pierwsze rozdanie w historii naszego bloga! Wprawdzie przeleciała dziś przez nasz blog jakaś planetoida, ale spowodowała tylko zwiększoną liczbę wyświetleń. Szkód nie wyrządziła, na pewne rzeczy otworzyła nam oczy.Za wszystkie uwagi i sugestie dziękujemy.Obiecujemy poprawę! Prosimy o wyrozumiałość! Panie i Panowie zapraszamy na pierwsze rozdanie!
Rozdanie 1:
Jakiś czas temu na naszej stronie można było wygrać ten zestaw.Dziś mamy go do rozdania którejś z Was.Chętnych zachęcamy do wpisywania się w komentarzu i wysyłania zgłoszeń.Mamy nadzieję, że zestaw Wam się podoba?
Rozdanie 1:
Jakiś czas temu na naszej stronie można było wygrać ten zestaw.Dziś mamy go do rozdania którejś z Was.Chętnych zachęcamy do wpisywania się w komentarzu i wysyłania zgłoszeń.Mamy nadzieję, że zestaw Wam się podoba?
sobota, 9 lutego 2013
Znam to!
Parę dni temu zostałam poproszona o recenzję pewnych kosmetyków. Jako, iż nic, co kobiece, nie jest mi obce, więc testowanie tychże specyfików, które przyszły w obiecującej paczce wzbudzającej dreszczyk emocji, było nie lada przyjemnością. Zwłaszcza, że sprawdzanie kosmetyków jest inne, niż codzienne ich używanie. Zmysły są wyostrzone, zwracając baczniejszą uwagę na kolor, zapach, konsystencję i skuteczność. Umysł otwiera się na doświadczanie przyjemnych doznań i przez krótki moment, przy akompaniamencie świec i lampki wina, możemy poczuć się niczym w prywatnym SPA. Żyć, nie umierać dla kobiecości , zwłaszcza tej upchanej pod obowiązkami dnia codziennego.
Mając konkretny plan działania (i schłodzone wino), potrzebowałam jeszcze tylko trochę samotności. Przyznam, że lubię te rzadkie chwile spędzone sama ze sobą. Nad życie kocham mężczyznę poślubionego już ponad dwa lata temu, jeszcze bardziej jego roczną kopię, lecz są momenty, kiedy muszę być po prostu sama. Bez wyrzutów sumienia (w końcu umacnianie więzi ojcowsko – synowskich jest rzeczą niepodważalnie ważną) wypchnęłam męskie towarzystwo za drzwi, wciskając im jednocześnie bilety do baby kina. Oczywiście chcę, aby dobrze się bawili i wcale nie chodzi mi o to, by mieć gwarancję, że nie wrócą przynajmniej przez półtora godziny…
Wino w kieliszku kusiło niesamowicie szkarłatną barwą (niesamowicie, bo kosztowało czternaście złotych i czterdzieści trzy grosze), świece tworzyły ciepłe, przytulne światło, a ja, po ciepłym prysznicu, przystąpiłam do działania.
Na pierwszy ogień wzięłam krem do twarzy Anew Aqua Youth firmy Avon. Na stronie producenta można znaleźć informacje, że kosmetyk ten ma być prawdziwą nawilżającą bombą dla suchej skóry (podwójne nawilżenie!). Biorąc pod uwagę fakt, że skóra mojej twarzy przypomina czasem pękającą z suchości, szorstką glebę, pomyślałam, że jeżeli obietnice okażą się prawdziwe, po wielu latach poszukiwań kremu idealnego w końcu trafię na ten jedyny. Zatem do dzieła. Pierwszą rzeczą, która mnie urzekła, był słoiczek, w którym krem się znajduje. Naprawdę ładny, w błękitnym kolorze i srebrnymi dodatkami, szklany i ciężki (a to zawsze kojarzy się z wysoką jakością). Sam specyfik ma bardzo delikatną konsystencję, określenie „żel – krem”, znajdujące się na opakowaniu, jest idealne. Nakłada się tę nowość bardzo przyjemnie, rozprowadza się świetnie. Naprawdę nieźle się zaczyna. I cóż, jeśli ktoś liczy na jakieś „ale”, to tutaj go nie znajdzie– dalej jest bowiem jeszcze lepiej. Krem wchłania się bardzo szybko, perfekcyjnie nadaje się na bazę pod makijaż, a skóra po jego użyciu jest gładka i rzeczywiście nawilżona. Dla mnie bomba, wszystko wskazuje na to, że znalazłam w końcu idealny krem do twarzy (i nie mam podpisanego z formą Avon kontraktu na reklamę!). Zdecydowanie polecam, bo i cena nie jest wygórowana.
Jako, iż w szarej paczce (uwielbiam szary papier, jest w nim coś urzekającego) znalazły się dwa kosmetyki do pielęgnacji ciała, postanowiłam przeprowadzić pewien eksperyment. Połowę ciała wysmarowałam Balsamem do ciała firmy Natura Officinalis, drugą połowę pielęgnacyjnym olejkiem o nazwie Alterra, którego producentem jest Rossman. Jako, że z jedzeniem ostatnio trochę pofolgowałam, było na czym testować i co porównywać.
Pierwszy z wymienionych, czyli balsam Natura Officinalis, ma tę niewątpliwą zaletę, że 98% jego składników jest pochodzenia naturalnego – wszystkie są nawet ekologicznie certyfikowane. Producent zapewnia nas także, że produkt jest bezzapachowy, nie zawiera barwników ani sztucznych silikonów. Gdybym była alergiczką, z pewnością zostałabym skuszona takim wstępem. Alergiczką nie jestem, ale skusić mnie mógłby na przykład słoiczek, który wygląda, jakby był wykradziony z prastarej, naturalnej apteki. Naprawdę ładna rzecz.
Jeśli chodzi o nakładanie, to jest ono łatwe i przyjemne. Szybkie wchłanianie się to zdecydowany plus tego balsamu, bo niewiele z nas lubi czekać, aż kosmetyk się wchłonie, bądź, w przeciwnym wypadku, brudzić sobie śliczny, puchowy szlafrok. Mimo zapewnień, że balsam jest bezzapachowy, da się wyczuć delikatną, specyficzną dla naturalnych kosmetyków, woń. Osobiście wolałabym jednak jakąś nutę zapachową, powiedzmy truskawek czy zielonej herbaty, ale to zapewne kwestia gustu.
Drugi ze sprawdzanych specyfików, olejek Alterra, ma już wyraźny zapach i do tego jest to aromat niezwykle przyjemny. Wszystko dzięki olejkom z granatu i awokado, które ma swoich składzie ten złoty płyn. Rozprowadzanie go jest bardzo, bardzo szybkie, olejki wszelkiej maści mają bowiem tę niewątpliwą zaletę, że są rzadkie i wręcz kleją się do skóry. To zdecydowanie duży plus. Gorzej wygląda już kwestia wchłaniania się. O ile nie trwa to tyle, jak w przypadku zwykłej oliwki do ciała, o tyle dla tych niecierpliwych (i ja do nich należę) nadal jest to zbyt długo – po dziesięciu minutach nadal pozostawał widoczny na skórze, ale już dłużej nie czekałam.
Porównując najważniejsze działanie obu tych nowości, czyli efekt nawilżenia skóry, w mojej ocenie wygrałby balsam. Skóra jest po nim gładziutka, wyraźnie nawilżona i co bardzo ważne – niezwykle miękka w dotyku. Olejek nie daje już tego efektu, choć poprawę kondycji skóry również można zauważyć gołym okiem.
Przy recenzji kolejnych kosmetyków pomógł mi już mąż, ponieważ we wspomnianej paczce znalazło się i coś dla niego. Precyzując, otrzymałam trzy antyperspiranty firmy Dove, wszystkie z linii Men + Care. Dwa z nich mają wygodną postać małej buteleczki z kulką (lecz inne zapachy), trzeci to antyperspirant w sprayu. Jako, iż szacowny mój małżonek nie jest zwolennikiem maseczek i kremów pod oczy dla mężczyzn („płeć brzydka musi być trochę brzydka”), z ulgą przyjął fakt, że do przetestowania ma właśnie antyperspirant – niezbędnik w jego kosmetyczce. I tak, dowiedziałam się, że w przeciwieństwie do mnie, mój mąż woli kosmetyk w sprayu. Ma on jednak pewną dość dużą wadę, nie jest bowiem tak wydajny, jak kulkowi konkurenci. Część oceny, polegająca na porównaniu zapachów, należała do mnie i była niezwykle przyjemna. Z linii zapachowych („Aqua Impact” oraz „Extra Fresh”) , jakie akurat dane nam było przetestować, zdecydowanie wybrałam „Extra Fresh” – ma on zapach najbardziej zbliżony do klasycznego, męskiego, uwielbianego przeze mnie zapachu. No i na koniec skuteczność. Wszystkie trzy kosmetyki zdały egzamin na szóstkę, wynika zatem z tego prosty wniosek – dla każdego coś miłego, w zależności od gustu.
Podsumowując, większość z ofiarowanych mi przez kosmetyków to nowości. I wciąż utwierdzam się w przekonaniu, że warto w nie inwestować. Nowoczesne kosmetyki mają nie tylko nowe zapachy czy opakowania – ich skład jest naprawdę rewelacyjny, innowacyjny, a działanie skuteczniejsze. A przecież o to nam chodzi, wybierając produkty z bogatych półek – mają sprostać naszym wymaganiom.
Karolina
Mając konkretny plan działania (i schłodzone wino), potrzebowałam jeszcze tylko trochę samotności. Przyznam, że lubię te rzadkie chwile spędzone sama ze sobą. Nad życie kocham mężczyznę poślubionego już ponad dwa lata temu, jeszcze bardziej jego roczną kopię, lecz są momenty, kiedy muszę być po prostu sama. Bez wyrzutów sumienia (w końcu umacnianie więzi ojcowsko – synowskich jest rzeczą niepodważalnie ważną) wypchnęłam męskie towarzystwo za drzwi, wciskając im jednocześnie bilety do baby kina. Oczywiście chcę, aby dobrze się bawili i wcale nie chodzi mi o to, by mieć gwarancję, że nie wrócą przynajmniej przez półtora godziny…
Wino w kieliszku kusiło niesamowicie szkarłatną barwą (niesamowicie, bo kosztowało czternaście złotych i czterdzieści trzy grosze), świece tworzyły ciepłe, przytulne światło, a ja, po ciepłym prysznicu, przystąpiłam do działania.
Na pierwszy ogień wzięłam krem do twarzy Anew Aqua Youth firmy Avon. Na stronie producenta można znaleźć informacje, że kosmetyk ten ma być prawdziwą nawilżającą bombą dla suchej skóry (podwójne nawilżenie!). Biorąc pod uwagę fakt, że skóra mojej twarzy przypomina czasem pękającą z suchości, szorstką glebę, pomyślałam, że jeżeli obietnice okażą się prawdziwe, po wielu latach poszukiwań kremu idealnego w końcu trafię na ten jedyny. Zatem do dzieła. Pierwszą rzeczą, która mnie urzekła, był słoiczek, w którym krem się znajduje. Naprawdę ładny, w błękitnym kolorze i srebrnymi dodatkami, szklany i ciężki (a to zawsze kojarzy się z wysoką jakością). Sam specyfik ma bardzo delikatną konsystencję, określenie „żel – krem”, znajdujące się na opakowaniu, jest idealne. Nakłada się tę nowość bardzo przyjemnie, rozprowadza się świetnie. Naprawdę nieźle się zaczyna. I cóż, jeśli ktoś liczy na jakieś „ale”, to tutaj go nie znajdzie– dalej jest bowiem jeszcze lepiej. Krem wchłania się bardzo szybko, perfekcyjnie nadaje się na bazę pod makijaż, a skóra po jego użyciu jest gładka i rzeczywiście nawilżona. Dla mnie bomba, wszystko wskazuje na to, że znalazłam w końcu idealny krem do twarzy (i nie mam podpisanego z formą Avon kontraktu na reklamę!). Zdecydowanie polecam, bo i cena nie jest wygórowana.
Jako, iż w szarej paczce (uwielbiam szary papier, jest w nim coś urzekającego) znalazły się dwa kosmetyki do pielęgnacji ciała, postanowiłam przeprowadzić pewien eksperyment. Połowę ciała wysmarowałam Balsamem do ciała firmy Natura Officinalis, drugą połowę pielęgnacyjnym olejkiem o nazwie Alterra, którego producentem jest Rossman. Jako, że z jedzeniem ostatnio trochę pofolgowałam, było na czym testować i co porównywać.
Pierwszy z wymienionych, czyli balsam Natura Officinalis, ma tę niewątpliwą zaletę, że 98% jego składników jest pochodzenia naturalnego – wszystkie są nawet ekologicznie certyfikowane. Producent zapewnia nas także, że produkt jest bezzapachowy, nie zawiera barwników ani sztucznych silikonów. Gdybym była alergiczką, z pewnością zostałabym skuszona takim wstępem. Alergiczką nie jestem, ale skusić mnie mógłby na przykład słoiczek, który wygląda, jakby był wykradziony z prastarej, naturalnej apteki. Naprawdę ładna rzecz.
Jeśli chodzi o nakładanie, to jest ono łatwe i przyjemne. Szybkie wchłanianie się to zdecydowany plus tego balsamu, bo niewiele z nas lubi czekać, aż kosmetyk się wchłonie, bądź, w przeciwnym wypadku, brudzić sobie śliczny, puchowy szlafrok. Mimo zapewnień, że balsam jest bezzapachowy, da się wyczuć delikatną, specyficzną dla naturalnych kosmetyków, woń. Osobiście wolałabym jednak jakąś nutę zapachową, powiedzmy truskawek czy zielonej herbaty, ale to zapewne kwestia gustu.
Drugi ze sprawdzanych specyfików, olejek Alterra, ma już wyraźny zapach i do tego jest to aromat niezwykle przyjemny. Wszystko dzięki olejkom z granatu i awokado, które ma swoich składzie ten złoty płyn. Rozprowadzanie go jest bardzo, bardzo szybkie, olejki wszelkiej maści mają bowiem tę niewątpliwą zaletę, że są rzadkie i wręcz kleją się do skóry. To zdecydowanie duży plus. Gorzej wygląda już kwestia wchłaniania się. O ile nie trwa to tyle, jak w przypadku zwykłej oliwki do ciała, o tyle dla tych niecierpliwych (i ja do nich należę) nadal jest to zbyt długo – po dziesięciu minutach nadal pozostawał widoczny na skórze, ale już dłużej nie czekałam.
Porównując najważniejsze działanie obu tych nowości, czyli efekt nawilżenia skóry, w mojej ocenie wygrałby balsam. Skóra jest po nim gładziutka, wyraźnie nawilżona i co bardzo ważne – niezwykle miękka w dotyku. Olejek nie daje już tego efektu, choć poprawę kondycji skóry również można zauważyć gołym okiem.
Przy recenzji kolejnych kosmetyków pomógł mi już mąż, ponieważ we wspomnianej paczce znalazło się i coś dla niego. Precyzując, otrzymałam trzy antyperspiranty firmy Dove, wszystkie z linii Men + Care. Dwa z nich mają wygodną postać małej buteleczki z kulką (lecz inne zapachy), trzeci to antyperspirant w sprayu. Jako, iż szacowny mój małżonek nie jest zwolennikiem maseczek i kremów pod oczy dla mężczyzn („płeć brzydka musi być trochę brzydka”), z ulgą przyjął fakt, że do przetestowania ma właśnie antyperspirant – niezbędnik w jego kosmetyczce. I tak, dowiedziałam się, że w przeciwieństwie do mnie, mój mąż woli kosmetyk w sprayu. Ma on jednak pewną dość dużą wadę, nie jest bowiem tak wydajny, jak kulkowi konkurenci. Część oceny, polegająca na porównaniu zapachów, należała do mnie i była niezwykle przyjemna. Z linii zapachowych („Aqua Impact” oraz „Extra Fresh”) , jakie akurat dane nam było przetestować, zdecydowanie wybrałam „Extra Fresh” – ma on zapach najbardziej zbliżony do klasycznego, męskiego, uwielbianego przeze mnie zapachu. No i na koniec skuteczność. Wszystkie trzy kosmetyki zdały egzamin na szóstkę, wynika zatem z tego prosty wniosek – dla każdego coś miłego, w zależności od gustu.
Podsumowując, większość z ofiarowanych mi przez kosmetyków to nowości. I wciąż utwierdzam się w przekonaniu, że warto w nie inwestować. Nowoczesne kosmetyki mają nie tylko nowe zapachy czy opakowania – ich skład jest naprawdę rewelacyjny, innowacyjny, a działanie skuteczniejsze. A przecież o to nam chodzi, wybierając produkty z bogatych półek – mają sprostać naszym wymaganiom.
Karolina
Isana Winter Dusche, zimowy żel pod prysznic

Ten żel można otworzyć i wąchać. Rozważałam opcję, aby w ogóle się nim nie myć, bo jak zacznę, to się skończy i nie będę miała już czego wąchać. No i to tak sobie siedzę i wącham. Dobra, koniec żartów, przez chwile zapomniałam po co go dostałam.
Żel ma naprawdę genialny zapach i trudno się od niego oderwać, ale jest również świetnym żelem. Po prostu myje, a nie tak jak większość nawilżających na siłę kosmetyków zostawia tłustą powłokę na skórze.
Nigdy nie lubiłam wydawać dużo pieniędzy na takie kosmetyki jak właśnie żele pod prysznic czy płyny do demakijażu. Wychodzę z założenia, że mają mnie umyć, więc co to za różnica czy umyje mnie coś za 7 czy 70 zł.
Ten żel myje świetnie i wcale nie wysusza skóry. Kosmetyki Isana można dostać w drogeriach Rossman i naprawdę każdemu polecam przestawienie się z jakiś cudownych preparatów na tę prosta firmę.
Za zaoszczędzone pieniądze zawsze można kupić sobie jakiś inny kosmetyk.
Krem do rąk, Dove Regenerating Nourishment
Krem do rąk to kosmetyk bez którego nie można się zimą obejść. Ja zawsze mam kilka – w domu, w pracy, w jednej torebce w drugiej…
Krem Dove wypróbowałam z przyjemnością. Ma małe, poręczne opakowanie w sam raz do trzymania w torebce. Pierwsze wrażenie może nie jest najlepsze, ponieważ wydawało mi się, że krem jest trochę wodnisty i pewnie nie nawilży moich rąk.
Okazało się jednak, że jest to zaleta. To, co nazywam wodnistością, pewnie jest specjalnym połączeniem, dzięki któremu krem, chociaż wchłania się troszkę dłużej niż standardowe nie pozostawia tłustego filmu na rękach. Nic się do nich nie lepi. Można posmarować dłonie i do razu siadać do pisania na klawiaturze, co też właśnie uczyniłam. Dodatkowo krem posiada przyjazny, neutralny zapach.
Dobry, poręczny produkt na zimę, oby takich więcej!
Ania
Krem Dove wypróbowałam z przyjemnością. Ma małe, poręczne opakowanie w sam raz do trzymania w torebce. Pierwsze wrażenie może nie jest najlepsze, ponieważ wydawało mi się, że krem jest trochę wodnisty i pewnie nie nawilży moich rąk.
Okazało się jednak, że jest to zaleta. To, co nazywam wodnistością, pewnie jest specjalnym połączeniem, dzięki któremu krem, chociaż wchłania się troszkę dłużej niż standardowe nie pozostawia tłustego filmu na rękach. Nic się do nich nie lepi. Można posmarować dłonie i do razu siadać do pisania na klawiaturze, co też właśnie uczyniłam. Dodatkowo krem posiada przyjazny, neutralny zapach.
Dobry, poręczny produkt na zimę, oby takich więcej!
Ania
piątek, 8 lutego 2013
Sensique Glamour Palette – cienie do powiek nr.109
Nie ukrywam, że jestem wielką fanką kosmetyków Sensique ze względu na ich lakiery do paznokci, które łatwością aplikacji i trwałością znacznie przewyższają niektóre dziesięć razy droższe kosmetyki.
Dlatego z przyjemnością przetestowałam paletkę ich cieni.
Cienie numer 109 to cienie w kolorach szarym, białym, i ciemno szarym, czyli takie, które pasują większości Polek – zimne odcienie z letnich typów urody (tak, tak to nie pomyłka) wydobywają blask i świeżość.
Pomimo, że kolory w tej paletce pozornie bardziej nadają się na wieczór niż na dzień, myślę że spokojnie do pracy można je aplikować na sucho – zwłaszcza ten biały w wewnętrznych kącikach oka, a srebrny lub szary na resztę powieki.
Na wieczór proponuję rozwiązanie typu smooky eyes które można osiągnąć używając najciemniejszego cienia na mokro (tym samym bardzo przedłużamy trwałość koloru na powiece).
Dobre cienie w świetnej cenie – myślę, że warto poeksperymentować z różnymi paletkami Sensique.
Ania
Dlatego z przyjemnością przetestowałam paletkę ich cieni.
Cienie numer 109 to cienie w kolorach szarym, białym, i ciemno szarym, czyli takie, które pasują większości Polek – zimne odcienie z letnich typów urody (tak, tak to nie pomyłka) wydobywają blask i świeżość.
Pomimo, że kolory w tej paletce pozornie bardziej nadają się na wieczór niż na dzień, myślę że spokojnie do pracy można je aplikować na sucho – zwłaszcza ten biały w wewnętrznych kącikach oka, a srebrny lub szary na resztę powieki.
Na wieczór proponuję rozwiązanie typu smooky eyes które można osiągnąć używając najciemniejszego cienia na mokro (tym samym bardzo przedłużamy trwałość koloru na powiece).
Dobre cienie w świetnej cenie – myślę, że warto poeksperymentować z różnymi paletkami Sensique.
Ania
Krem ochronny na dzień wzmacniający naczynka, Ziaja
Choć krem stosuję od tygodnia, to muszę powiedzieć, że pozytywnie mnie zaskoczył! Ale po kolei. Otóż najpierw opakowanie - piękne, małe i poręczne, świetnie prezentuje się w łazience, no i ta nazwa ULGA - wiąże się z pozytywnym oczekiwaniem, od razu czuje się ukojenie i miły dotyk.
Krem ma bardzo lekką, fajną konsystencję, jest bezzapachowy - przypomina raczej emulsję lub balsam o kremowej konsystencji, jest dość gęsty, poprzez co łatwo go aplikować, po zetknięciu się ze skórą błyskawicznie się wchłania i nie pozostawia tłustej warstwy, nie obciąża, momentalnie daje skórze uczucie komfortu, wygładza, dogłębnie nawilża, redukuje suchość, koi podrażnienia i faktycznie łagodzi zaczerwienienia - jednym słowem działa na skórę niczym kojący opatrunek!
Naczynka, przy regularnym stosowaniu, stają się mniej widoczne, nawet po wyjściu na zimno, nie reagują rumieniem ani podrażnieniem. Wielki plus za naturalne składniki i filtr przeciwsłoneczny! Po tygodniu stosowania moja skóra nabrała ładnego kolorytu, wygląda na wypoczętą, jest zregenerowana, odżywiona, nawilżona, wygładzona, a naczynka są prawie niewidoczne!
Porównując działanie kremu Ziaja Ulga ze stosowanymi wcześniej kosmetykami do cery naczyniowej (wcale nie tanimi) - działa rewelacyjnie, a cena kosmetyku, jak na taką wysoką jakość, jest wręcz śmieszna. A co ważne zakup tego kremu na pewno nie zrujnuje domowego budżetu.
Tatiana
Benetint Lip Balm Spf 15, Błyszczyk do ust (Benefit)
Muszę przyznać, że jestem wielką fanką kosmetyków marki Benefit. Przede wszystkim mają przeurocze opakowania, a poza tym świetnie działają i są bardzo wydajne. Z przyjemnością skusiłam się na wypróbowanie błyszczyku Benefit.
Od razu zwróciłam uwagę na to, co odróżnia go od wielu innych produktów – kiedy posmarujecie nim usta dolna warga nie lepi się z górną! Poważnie!
Oznacza to również mniejszą przyczepność włosów do ust. Genialna sprawa!
Poza tym błyszczyk Benefit ma wiele innych zalet – nawilża usta, chroni przed słońcem i daje delikatny czerwony kolor, co jest świetnym rozwiązaniem dla wszystkich osób, które chcą rozpocząć przygodę z czerwoną szminką, ale trochę się jej boją, albo dla tych, które po prostu o poranku chciałby dodać swoim ustom trochę blasku.
Ania
Od razu zwróciłam uwagę na to, co odróżnia go od wielu innych produktów – kiedy posmarujecie nim usta dolna warga nie lepi się z górną! Poważnie!
Poza tym błyszczyk Benefit ma wiele innych zalet – nawilża usta, chroni przed słońcem i daje delikatny czerwony kolor, co jest świetnym rozwiązaniem dla wszystkich osób, które chcą rozpocząć przygodę z czerwoną szminką, ale trochę się jej boją, albo dla tych, które po prostu o poranku chciałby dodać swoim ustom trochę blasku.
Ania
Plante System, Les Soins Bio, Gel Contour des Yeux Anti-Cernes
Piękne spojrzenie to jest to o czym marzy i do czego dąży każda kobieta. W tym celu regulujemy brwi, wydłużamy i podkręcamy rzęsy, malujemy oko itd.. ale często ogóle wrażenie psują nam wory i siniaki pod oczami. Która z nas nie zna tego problemu? Nawet jak nie ma ich na stałe (zazdroszczę!) to zdarza się, że po nocnych wariacjach trzeba iść do pracy a tam oczy jak po walce z Gołotą… wtedy szukamy czegoś co nam pomoże, najlepiej natychmiastowo.
Próbowałam wielu kremów, sztyftów, preparatów z kulką, moje wory jak były, tak są. Jednak jak nadaża się okazja wypróbowania czegoś nowego, to jestem zawsze za.
Tym razem jest to Plante System Les Soins Bio – żel pod oczy.
Głównymi składnikami żelu są:
- PES® – wygładza i regeneruje skórę, przeciwutleniacz
- Woda kwiatowa z chabra bławatka – właściwości łagodzące, zmniejsza obrzęki
- Wyciąg z arniki – właściwości łagodzące
- Kwas hialuronowy - nawilża górne warstwy naskórka
- Wyciąg z paproci –właściwości tonizujące
Producent zapewnia, że krem zmniejsza cienie pod oczami, likwiduje obrzęki, oraz działa tonizująco. Nie oczekiwałam cudu i cudu nie otrzymałam. Krem nie zlikwidował cieni pod moimi oczami, ale pewnie taka moja uroda i już!
Jednak codziennie rano wklepuję go pod oczy i obrzęki rzeczywiście dość szybko likwiduje i delikatnie nawilża okolice oczu.
Ważne jest również to, że nie podrażnia moich bardzo wrażliwych oczu, czyli stworzony jest dla alergików.
Joanna
Subskrybuj:
Posty (Atom)
























